poniedziałek, 23 lipca 2012

Rozdział 15

Wyszłam z pokoju. Miałam kompletną pustkę w głowie, nie miałam pojęcia co mamy robić. Jak uratować wszystkie koty z tamtego świata? Podeszłam do okna. Blask promieni słonecznych raził mnie w oczy ale próbowałam to zignorować.

- Nad czym tak rozkminiasz? - zapytał James stojący za moimi plecami.

- Próbuje ogarnąć całą tą sytuacje. Jak mamy uratować wszystkich mieszkańców tamtego wymiaru?

- Nie wiem... Najlepiej by było wypowiedzieć wojnę psom.

- Ale jak? Nie mamy armii by pokonać całą ekipę psów.

- Ale możemy ją zebrać.

Odwróciłam się do niego, a ten się uśmiechną.

- Kogo? Kotów jest bardzo mało.

- Bo bardzo mało znasz - uśmiechną się.

Patrzyłam się na niego z niedowierzaniem. Jest nas więcej? Zaczęłam się zastanawiać gdzie są. Trzeba było ich znaleźć, ale gdzie ich szukać?

- Gdzie reszta? - zapytałam. Miałam już ochotę wybiec z domu i zacząć szukać pozostałych "ocalałych".

- Wszędzie. Może w tym kraju, może w innym, może nawet na innym kontynencie.

Zamarłam.

-Jak mogę ich odszukać?- Zapytałam, ale nie spodziewałam się odpowiedzi.

- Jesteś królową. Władca zawsze potrafi przywołać swoich poddanych.- uśmiechną się.

Ale odpowiedź... Może użyć magii? Nie miałam pojęcia co robić. Odwróciłam się powrotem do okna. Zaczęłam się zastanawiać, co ja powiem osobie tej samej rasy jeżeli taką spotkam. " Cześć, chcesz walczyć w wojnie z psami?" wezmą mnie za wariatkę. Patrzyłam jeszcze przez chwilę na Jamesa. Nic się nie zmienił od kąd go poznałam, co było bardzo dziwne. Mięło 12 lat, a on nawet odrobinę się nie postarzał. Wyglądał na 25 latka, ale ile miał naprawdę? Tego nie wie chyba nikt.

- Masz dzisiaj ważne spotkanie. - powiedział to z poważną miną.

- Z kim? - zdziwiłam się na wieść o jakimś spotkaniu.

Zamilkł na chwilę, jak by próbował coś ukryć.

- Spotkanie jest o 18:00.

- Ale z kim i gdzie?

Znowu zamilkł i spuścił wzrok. Niepokoiło mnie to.

- Nasze sprzątaczki pomogą ci się elegancko ubrać.

- James! Jestem królową, masz mi odpowiedzieć na moje pytanie!- wkurzyłam się, znowu coś przede mną ukrywa.

- Fakt, jesteś królową, ale nie moją - lekko się uśmiechną. - Ja ci tylko mówię, że masz spotkanie.- Odwrócił się i poszedł do salonu. Mój wzrok utkwił w podłodze, a w mojej głowie narodziło się znowu mnóstwo pytań. Wszystko się zapewne wyjaśni gdy nadejdzie godzina tego spotkania. Spojrzałam znowu przez okno. Nastał już wczesny wieczór. Chmury zabawiły się na czerwono. Ten widok przypominał mi tamten wymiar. Szczęście ze to tylko z powodu zachodzącego słońca, więc nie maiłam się czego obawiać. Lubiłam ten kolor ale ostanie wydarzenia spowodowały, że zaczęłam się go bać.

Weszłam do salonu. Ernest, jak zwykle niczym nie przejęty i nie świadomy niczego, oglądał telewizję. Jamesa nie było w pokoju, co trochę mnie zdziwiło.

- Gdzie James?- zapytałam się brata.

- A bo ja to wiem. Daj mu spokój dzisiaj, jak chcesz to możesz się przyłączyć do mnie - nie odrywając oczu z ekranu, wyciągną do mnie rękę w której trzymał miskę z popcornem.

- Nie, dziękuje, nie jestem dzisiaj w nastroju. - odwróciłam się i wyszłam z domu.

W ogrodzie było gorzej niż wcześniej, wiec postanowiłam coś z tym zrobić. Miałam w kieszeni trochę pieniędzy. Szłam w kierunku sklepu ogrodniczego.

- Witaj młoda damo - uśmiechnęła się do mnie starsza pani w ogrodniczym.

- Dzień dobry. Chciałam kupić coś co odżywi róże w ogrodzie.

Sprzedawczyni podała mi zielona butelkę.

- To powinno pomóc, 4,50 proszę.

Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu, zatrzymałam się na chwilę. Może kupić samemu jeszcze jakieś kwiaty? Odwróciłam się i weszłam powrotem do sklepu.

- To jeszcze raz ja. - Rozglądałam się po sklepie. Zobaczyłam regał z nasionami kwiatów. Na opakowaniu widniało zdjęcie pięknych czerwonych róż. Nie zaszkodzi posiać ich więcej.

Gdy już wróciłam do domu, bez zastanowienia zeszłam po schodach do schowka, wzięłam wszystko co mi potrzebne do pielęgnowania ogrodu. Gdy już wychodziłam, zobaczyłam przed schodami sylwetkę Alex. Ucieszyłam się i podeszłam do niej bliżej.

- Hey siostra, lepiej się już czujesz?

Jej czerwone oczy nadal były wielkie i widać było w nich strach, ale znaczenie lepiej się już czuła.

- Tak - lekko się uśmiechnęła. - Co robisz?

- Zamierzam zrobić coś z naszym ogrodem, jest w katastrofalnym stanie.

- Mogę ci pomóc?- zaskoczyło mnie to pytanie.

- Oczywiście, przebierz się tylko w jakieś stare ciuchy, szczerze mówiąc ja też muszę.

Skinęła głową. Podeszłyśmy do naszej szafki na ubrania. Wyjęłam z niej stare wytarte jeansy i szarą bluzkę z krótkim rękawem. Alex wzięła dres.

Wyszłyśmy przed dom, czekało nas sporo pracy. Na początek, wyrywałyśmy wszystkie chwasty i rośliny, które nie były w dobrym stanie. Później wygrabiłyśmy cały teren i zaczęłyśmy siać nowe rośliny. Znalazłam w schowku wiele innych nasion, ale Alex się strasznie upierała, że ona chce je zasiać. Ja wzięłam opakowanie, które kupiłam w sklepie.

Gdy już skończyłyśmy, Alex wróciła do domu, ale ja jeszcze chciałam poobcinać krzewy żeby miały ładny kształt.

Wróciłam do domu. Dwie sprzątaczki podeszły do mnie.

- Trzeba cię zacząć ubierać. - zaprowadziły mnie do pokoju na drugim piętrze. Nasz dom to naprawdę duża posiadłość, bez służby by się nie obeszło. Usiadłam na krześle, a one zajęły się moimi włosami. Podkręciły mi końcówki włosów, wyglądałam jak księżniczka. Przyniosły czarno- czerwoną długą suknie. Miała wiązanie gorsetowe z tyłu, a rękawy były rozkloszowane jak za dawnych czasów. jedna włożyła mi na głowę koronę a dwie pozostałe zajęły się moimi paznokciami. Byłam trochę przerażona, że aż tak musiałam się ubrać na to tajemnicze spotkanie. Zeszłam ostrożnie po schodach. Chodzenie na szpilkach nie jest proste. Na dole czekał już na mnie James. Jeszcze nigdy nie widziałam go aż tak ubranego. Włosy maił starannie uczesane i związane w kucyk, ubrano go w czarny garnitur. Na szyi miał łańcuszek z krzyżykiem takim samym jak mój. Chyba miało to jakieś szczególne znaczenie dla naszej "rodziny".

- Pięknie wyglądasz - zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechną się.

- Dzięki ty również, powinieneś się częściej tak czesać.

Wyszliśmy na dwór. Był piękny wieczór. James spojrzał się na ogród.

- Widzę, że ktoś się tym w końcu zajął.

- Tak, ja z Alex.

Spojrzał się na mnie ze zdziwioną miną.

- Skąd wiesz jak się pielęgnuje ogród?

- Nie wiem - uśmiechnęłam się.

- Jak na brak doświadczenia z ogrodem, wygląda całkiem nieźle.

- Dzięki.

Szliśmy dalej, zauważyłam, że idziemy w stronę cmentarza. Nie podobało mi się to ani trochę. Zobaczyłam przy krzyżu Angele z ojcem. Dziewczyna była również bardzo elegancko ubrana. Długa biała suknia z czarnymi dodaktami, pasowały do jej złotych długich loków. Czułam jak we mnie wszystko umiera ze strachu. Na szczęście nas nie zauważyli. Przeszli już na inny wymiar. Teraz kolej na nas. Nasze naszyjniki zareagowały.

- Ty chcesz otwierać wejście czy ja mam to zrobić?- zapytał James.

- Ty możesz.

Podszedł bliżej krzyża i otworzył kryształ. Gdy przekręcił klucz w zamku wylało się mnóstwo krwi. Nie wiedziałam czy to tak ma być czy to coś oznacza, ale po chwili zobaczyłam białą przestrzeń. Leciałam w dół. Gdy już maiłam się zderzyć z czarną trawą w drugim wymiarze, zatrzymałam się przed nią. James mnie złapał w ostatnim momencie.

- Muszę się w końcu nauczyć lądować - powiedział zrezygnowany.

- Kiedyś trzeba - skomentowałam.

Wyszliśmy z cmentarza, na ulicach nie widziałam nikogo innego oprócz psów, które stały na straży. Szliśmy chodnikiem. Z daleka widziałam Angele. Nie będzie to miłe spotkanie.

Weszliśmy do ogromnego pałacu. Sufit był ozdobiony malowidłami, a okna witrażami. Na podłodze widniał długi czerwony dywan a kryształowe wiszące żyrandole wypełniały światłem całe otoczenie. Wszystko było przepełnione stylem Wiktoriańskim. Doszliśmy do ogromnego salonu. Na środku widniał ogromny ale długi stół przy którym siedziało mnóstwo bogatych i ważnych osób. Usiadłam w wyznaczone miejsce obok Jamesa. Byłam zaskoczona. W miejscu gdzie zawsze siedzi gospodarz i wysoko postawiona osoba ( w filmach często król) nikogo, nie było.

- James, czemu mi nie powiedziałeś, że to spotkanie będzie aż tak wyniosłe?

- Nie chciałem cię martwić.

Chwilę potem na miejscu "króla" pojawił się ktoś, kogo najbardziej się obawiałam. Ojciec Angeli.