wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 12


Szliśmy dalej korytarzem, który oświetlał blask pochodni. W oddali zobaczyłam światło, które padało z góry.

  • Widzisz to? Choć szybko może jest tam jakieś wyjście – powiedziałam.

Pobiegliśmy. Gdy byliśmy na miejscu spojrzałam w górę i zobaczyłam wykopany tunel „ucieczki”, przez który było widać czerwone niebo.  

  • Tak blisko a tak daleko... Jak się stąd wydostaniemy?- zapytałam.
  • Nie zapominaj kim jesteśmy. - spojrzał na mnie z uśmiechem. - Koty przecież dość wysoko skaczą, i mają ostre pazury.- podniósł rękę i jego paznokcie zamieniły się w ostre pazury.
  • Ja tak nie potrafię – spojrzałam się na swoje.
  • Dziwne, no trudno, pomóż sobie tym mieczykiem, który ciągle nosisz.
  • Dobra myśl. – wyciągnęłam miecz. - Skacz pierwszy.
  • Uparta jesteś, no ale dobra. - podniósł głowę do góry i skoczył na jakieś 2 metry. Chwycił się pazurami ściany i po chwili odskoczył, przeskakując na przeciwną ściankę. W końcu wyskoczył na zewnątrz. - Teraz ty, dasz rade.
  • No dobra...- Skoczyłam, wbiłam miecz w ścianę, lecz zawisłam na chwilę bo nie wiedziałam jak się szybko odbić. Podciągnęłam się na rękach tak, że stanęłam na mieczu. Odbiłam się od niego jak od trampoliny i wyleciałam na zewnątrz.
  • Brawo!
  • No nie do końca, jak wyciągnąć teraz miecz?
  • Zostaw to mnie. - Obok niego leżał sznur z hakiem. Zrzucił hak an dół i zaczepił o trzon miecza, szarpną i już miałam swoją broń w rękach.
  • Dzięki.
  • Spoko, teraz szybko uciekajmy stąd, mam już plan – popatrzył na szereg domów połączonych ze sobą. - Musimy wskoczyć na dach.
  • Skoro tak uważasz.

Równo wskoczyliśmy na dach najbliższego domu i biegliśmy przed siebie. W oddali zobaczyłam, że dwa domu są od siebie oddzielone.

  • SKACZ! - krzykną.

Przeskoczyliśmy bez problemu. Przypomniałam sobie o mojej siostrze. Nie maiłam pojęcia gdzie teraz jest. Obawiałam się, że ją porwali.

  • Ernest, gdzie biegniemy?
  • Przed siebie.
  • No co ty nie powiesz geniuszu. Gdzie konkretnie?
  • Myślałem, że ty wiesz.
  • Biegnijmy na cmentarz.
  • Spoko.
    Zeskoczyliśmy z dachu. Biegliśmy dalej by nas nikt nie złapał. Gdy dobiegliśmy już na cmentarz, ku mojemu zdziwieniu przed krzyżem „ teleporterem” , stało pełno policjantów. Ernest wyciągną pazury i zaczął się z nimi bić. Ja zrobiłam kule ognia i zaczęłam w nich rzucać.

  • ODSUŃ SIĘ! - krzyknęłam. Wyskoczył długim susem i przez przypadek wleciał na jakiś grób.

Zrobiłam ścianę ognia dookoła wszystkich policjantów tworząc okrąg, który po chwili wypełnił się ogniem. Wszyscy krzyczeli, było mi trochę ich szkoda, ale jak pomyślałam ile ludzi już zabili to już mi przeszło. Gdy ogień zgasł zobaczyłam spalone trupy, z niektórych został tylko popiół.

  • Bezlitosna – zaśmiał się Ernest.
  • Kiedyś trzeba – odwróciłam się do niego z uśmiechem.
  • Po co tu przyszliśmy?
  • Uciekniemy stad do mojego świata.

Zrobił minę w stylu „what the fuck” i wstał z ziemi. Podeszłam do krzyża, położyłam rękę na niebieskim krysztale. Mój naszyjnik zareagował i podniósł się do góry świecąc na czerwono.

  • Złap mnie za rękę. - powiedziałam, lecz on objął mnie rękami wokół talii.

Chwyciłam za strzałę wbitą w kryształ, który otworzyłam jak drzwi. Wzięłam kluczyk i przekręciłam go tak jak to za pierwszym razem w moim wymiarze.

Przenieśliśmy się w białą przestrzeń. Po chwili wylądowaliśmy na zielonej trawie.

  • W końcu w domu – podniosłam się z trawy i otrzepałam się. Na dworze był już wieczór.
  • Co to za miejsce? - zapytał.
  • To mój dom, czuj się jak u siebie. - uśmiechnęłam się.

Wyszliśmy z cmentarza. Szliśmy prostą ścieżką. Zza rogu wyszedł smutny Criss, ubrany cały na czarno, z bukietem czerwonych róż. Szedł z opuszczoną głową patrząc się na chodnik. Gdy podszedł bliżej, uniósł wzrok, róże wypadły mu z rąk i patrzył się na mnie jak by zobaczył ducha.

  • Ty żyjesz?! - krzykną z niedowierzaniem. Z oczu popłynęły mu łzy. - Gdzieś ty była przez te ostatnie dwa lata?

Dwa lata? Gdy to usłyszałam spojrzałam się na Ernesta który był jeszcze bardziej zszokowany niż ja.

  • Jak to... dwa lata? - zapytałam z niedowierzaniem.
  • No dwa lata, James był tak zszokowany po waszym zniknięciu, że chyba chciał popełnić samobójstwo. A tak w ogóle, czemu Alex jest facetem?
  • Jestem Ernest... - powiedział zirytowanym głosem.
  • Na dodatek nie przyznaje się do swojego imienia – powiedział zaskoczony Criss.
  • To nie jest Alex... Nie wiem gdzie ona jest – wyjaśniłam zniżonym tonem.
  • To trzeba by było jej poszukać.
  • Obawiam się, że chyba ją schwytali... - dodał Ernest.
  • Kto? O co tu w ogóle chodzi, kim ty jesteś? - powiedział zdziwiony Criss.
  • Opowiem ci wszystko później, teraz musimy iść do Jamesa – szybko odpowiedziałam i pobiegłam w kierunku domu.

Jak już dobiegliśmy na miejsce, mocno się zdziwiłam. Dom bym strasznie zaniedbany, w ogrodzie praktycznie już nie było żadnych kwiatów. Szybkim ruchem otworzyłam drzwi.

  • James! Wróciłam!- krzyknęłam lecz nikt mi nie odpowiedział.

Weszłam w głąb domu, spojrzałam do kuchni. Zamurowało mnie. Zobaczyłam PIJANEGO Jamesa, siedzącego przy stoliku, wyłożonego na całym blacie ( podobnie jak Kowalski z komixxów) w ręce trzymał flaszkę. Podbiegłam do niego, szarpnęłam go za ramie.

  • James! James! To ja!
  • Ale się naje*ałem, kur*a, aż duchy widzę, nie pije już więcej.
  • Nie jestem duchem!
  • W dodatku gada, ale jajaa.

Odwróciłam się do Ernesta.

  • Wiesz co, dzisiaj się z nim nie dogadamy, musi wytrzeźwieć, pomóż mi go przenieść do sypialni.
  • Nie będę przenosił jakiegoś menela.

Spojrzałam się na niego spode łba.

  • Ok, pomogę ci.

Chwyciłam Jamesa pod pachy, Ernest trzymał go za nogi. Dowlekliśmy go do sypialni.

  • Niech się prześpi, jutro zasypie nas pewnie pytaniami.- powiedziałam z uśmiechem.
  • Spoko, ale jedno pytanie, gdzie mam spać? Bo nie mam zamiaru wracać do tamtego wymiaru.
  • W łóżku Alex.
  • Yy... no dobra.

Poszliśmy do pokoju mojego i mojej siostry. Wskazałam łóżko Alex, był trochę zawiedziony, że musi spać na dolnym piętrze no ale trudno. Gdy już się położyłam, przypomniał mi się tekst Crissa „Gdzieś ty była przez te ostatnie dwa lata?”, nie dawało mi to spokoju. Zastanawiałam się również co z Alex, i bałam się, że dzieje jej się jakaś krzywda.

czwartek, 24 maja 2012

Rozdział 11


  • Co ... co to za miejsce?- zapytała Alex.
  • Nie mam pojęcia, ale... boli mnie głowa, jakoś tak... znajomo – złapałam się za głowę - to taki inny ból lecz jak bym już kiedyś taki miała... Ty też tak masz teraz?
  • Tak – złapała się za głowę, i usiłowała wstać – bolała mnie kiedyś tak samo, ale nie mogę sobie przypomnieć kiedy...

Wstałam z ziemi, zrobiłam krok do przodu lecz po chwili odwróciłam się za siebie. Zobaczyłam ten sam krzyż co na cmentarzu w normalnym świecie, lecz róże były czerwone a kryształ niebieski.

Poszłyśmy przed siebie, dookoła nas pojawiła się gęsta mgła lecz nie stawałyśmy nawet na chwilę. Przekroczyłyśmy ogromną bramę cmentarza. Ukazały mi się przed oczami zniszczone budynki, domy z powybijanymi szybami i zabitymi deskami drzwiami. Było tam pełno ludzi- psów tej samej rasy co Angela. Zza rogu wyjechał samochód z „przyczepą” w której było pełno więźniów, ( tak mi się przynajmniej wydawało, że to więźniowie). Gdy weszłyśmy w głąb miasta, „psy” zaczęły się na nas krzywo patrzeć, i ze szyderczymi uśmiechami szeptały „ocalałe”. Nie miałam pojęcia o co chodzi i byłam przerażona całą tą sytuacją.

  • Ewela... co tu się dzieje? Nie zręcznie się czuje...- i przytuliła mi się do ramienia Alex.
  • Nie wiem, ale coś czuje, że w tym wymiarze nie spotka nas tu nic dobrego.

Słyszałam za nami jakieś kroki, więc przyśpieszyłyśmy.

  • Czarno - czerwone włosy? To muszą być córki Arthura i Ginewrii. ZABRAĆ JE!

Rzuciła się na nas cała banda tej dziwnej rasy. Skrępowali nam ręce sznurem i zaprowadzili do przyczepy z więźniami. Ku mojemu zdziwieniu było tam pełno ludzi z kocimi uszami.

  • Heh, chyba zgarnęli już ostatnich ocalałych, nasza rasa wyginie....- powiedział chłopak który siedział na samym końcu w rogu.
  • Co tutaj się dzieje?- zapytałam podniesionym głosem.
  • Widzę, że nie jesteście stąd, zadbane ciuchy i nieświadome co się dzieje, po co tu przyszłyście?- zapytał.
  • Nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
  • Ok powiem ci, trwa wojna jakbyś nie zauważyła, między psami a kotami. Rasa psów już prawie, że wygrała, zgarniają ostatnich którzy przetrwali, pewnie i tak nas zabiją...

Wojna? Przypomniał mi się obraz z dzieciństwa gdy ojciec Angeli zakazał jej się z nami bawić. Dlatego unikał nas przez te wszystkie lata.

  • Gdzie oni nas zawożą?- spytała Alex.
  • Pewnie do jakiegoś wiezienia, albo do jakiegoś Auszwic czy coś w tym stylu. - powiedział.
  • Nie możemy tak po prostu dać się zabić, musimy uciec... - stwierdziłam i próbowałam rozwiązać sobie ręce.
  • I co zrobisz? Nas jest tylko garstka a ich cała armia.
  • Nie bój się o to, coś się wymyśli, jak na razie musimy stąd uciec. - wstałam i zapaliłam swoje dłonie żeby sznurek się spalił.

Wszyscy spojrzeli na mnie z niedowierzaniem, lecz nie odzywając się, zaczęłam wszystkim uwalniać ręce. Po 5 minutach stopiłam kłódkę, która trzymała drzwi. Po chwili, otworzyły się one na oścież, zaczęłam się zastanawiać czy wszyscy dadzą rade wyskoczyć z jadącego ok. 60 km/h wozu.

  • Wyskakujemy , szybko! - krzyknęłam.

Alex wyskoczyła pierwsza, przewróciła się na ulicy ale po chwili wstała i pomachała gestem, że wszystko jest w porządku. Wszyscy zaczęli wyskakiwać naraz, zostałam tylko ja i ten chłopak. W końcu zobaczyłam jak dokładnie wygląda. Był szczupły i wyższy ode mnie o głowę. Miał czarne włosy z czerwonymi końcówkami i czerwone oczy co najbardziej mnie zdziwiło.

  • Skacz pierwszy. - powiedziałam.
  • Nie, damy mają pierwszeństwo.
  • Damy, nie damy, nie każdemu damy co za różnica, ja chce skoczyć na końcu.

Uśmiechną się. Nagle samochód się zatrzymał a przed drzwiami ukazali się „psi policjanci”. Jeden z nich szarpną nas za ubrania i przyciągną do siebie.

  • GDZIE RESZTA?! - krzykną mi prosto do ucha.
  • Bo ja to wiem – kpiąco odpowiedział chłopak. Policjant rzucił nim o ziemie, wyciągnął pistolet i przystawił mu do głowy.
  • Taki jesteś dowcipniś?
  • Zostaw go – powiedział ten drugi.- Idziecie z nami – dał znak temu drugiemu żeby nas związał . Szliśmy przez ulice do ogromnego budynku wyglądającego jak więzienie. Otworzył drzwi, zobaczyłam plac , gdzie było pełno ludzi naszej rasy w potarganych ubraniach, pracowali. Szliśmy koło tych wszystkich „kotów” do budynku stojącego po prawej stronie placu. Gdy otworzył drzwi zobaczyłam strome schody, popchną nas tak, że przewróciłam się i leciałam w „przepaść” . Gdy już spadłam na sam dół zobaczyłam przed sobą kopalnie, na ścianach paliły się pochodnie.
  • Musimy się jakoś wydostać.- stwierdziłam.
  • No teraz to już nie mam pojęcia jak ty chcesz uciec, na pewno nie drzwiami – powiedział kpiącym głosem.
  • Drzwiami czy nie drzwiami , nie ważne, trzeba stąd wyjść.
  • Może chodźmy wzdłuż korytarza. - wyciągną rękę wskazując drogę przed nami.
  • No dobra... Tak w ogóle, skąd jesteś i jak masz na imię?
  • Urodziłem się już tutaj, mam na imię Ernest a ty?
  • Mów mi Ewela.
  • Hymm moja zaginiona siostra tak miała na imię. - spojrzał na mnie i przyjrzał mi się dokładnie.- mamy nawet podobne włosy i oczy.

Zamurowało mnie, czyżbym o czymś nie wiedziała? Czy James ZNOWU mi czegoś nie powiedział o mojej przeszłości?

  • Ile maiłeś sióstr?
  • Dwie, ale to było tak dawno, że już nie pamiętam jak ta druga miała na imię.

  • Może Alex?
  • Być może, nie pamiętam...

Kolejna moja zagadka, jakby tego było mało na dzień dzisiejszy. Kim jest ten koleś?

wtorek, 8 maja 2012

Rozdział 10


Gdy już skończyłam się uczyć, zeszłam na dół by poćwiczyć. Stanęłam na schodach i przyglądałam się walce Alex z Jamesem, całkiem nieźle jej szło, ale i tak musi się jeszcze wiele nauczyć. Zeszłam ze schodów, wzięłam miecz.
  • Nieźle ci idzie Alex, ale teraz popatrz na mistrzynię – odgarnęłam narcystycznym gestem włosy.
  • Hah nie schlebiaj sobie księżniczko – wskazała mieczykiem w moją stronę – będziesz teraz walczyć ze mną. - szyderczo się uśmiechnęła.
  • Chcesz zginąć? Hah nie ma sprawy – wyciągnęłam miecz w jej stronę.
  • E, dziewczyny, spokój, ledwie co się zobaczyłyście a już chcecie się zabijać, boże... kto was wychował?
Popatrzyłam się z Alex na niego jak na idiotę.
  • Ty.
Westchną i złapał się za głowę.
  • Chyba byłem pijany przez te 12 lat.
Wybuchliśmy śmiechem.
  • Ale przynajmniej maiłeś dobry ubaw przez te 12 lat co nie? - zapytałam.
  • Taa. Było ciekawie.
Uśmiechnęłam się, ale zaraz się uspokoiłam bo spojrzałam się na Alex.
  • To co, siostrzyczko, walczymy? - zapytała się.
  • Z przyjemnością.
Skrzyżowała mieczyki i z rozbiegu wycelowała we mnie, obroniłam się jednym ruchem blokując jej atak. Odepchnęłam ją i skoczyłam, w powietrzu przesłałam manę na miecz, i ognistą falą przewaliłam ją na podłogę.
  • Rozumiem ze walczymy też z maną tak? To się zabawimy- i znowu uśmiechnęła się szyderczo.
Mieczyki napełniły się elektrycznością i skoczyła w moją stronę, odskoczyłam do góry i zrobiłam salto. Tym razem ona skoczyła, chciała zaatakować z góry , lecz przebiegłam na drugą stronę. Niestety udało jej się mnie drasnąć w prawą rękę.
  • Oho i kto tutaj jest lepszy- spojrzała się na mnie narcystycznie.
  • To jeszcze nie koniec walki...
Podniosłam rękę i w miejscu co stała pojawił się ogień. Wyskoczyła z niego, lecz jej końcówki włosów się nieco podpaliły.
  • Haha, a tak dbałaś o te swoje kudły. - zaśmiałam się.
  • ZABIJE!- krzyknęła i pobiegła ze skrzyżowanymi mieczykami w moją stronę. Wymachiwała bronią jak oszalała, lecz ja robiłam tylko kroki do tyłu by uniknąć jej ciosów. Zrobiłam ścianę ognia, żeby podpalić jeszcze jej trochę włosów, ale James chwycił ją za nadgarstek by przestała.
  • Dobra koniec walki, bo faktycznie się pozabijacie. - powiedział spokojnym głosem.
  • Coś krótki ten trening – stwierdziłam.
  • Jak nie nauczycie się ze sobą rozmawiać, to nie będziecie walczyć. Idźcie do pokoju.
Bez słowa wyszłyśmy z sali. Gdy już byłyśmy w pokoju, Alex usiadła na łóżku.
  • Ma racje, nie powinnyśmy być dla siebie takie wredne.- powiedziała ze spuszczoną głową.
  • Wreszcie to do ciebie dotarło, w końcu jesteśmy już dorosłe...
  • Dokładnie, to jak? Zakopujemy topór wojenny? - spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.
  • Oczywiście... siostro. - wyciągnęłam do niej rękę na zgodę, lecz ona wstała i mnie przytuliła.
  • Przepraszam za te moje odzywki, zawsze uważałam, że jesteś ode mnie lepsza... byłam zazdrosna o to, że masz przyjaciół i wszyscy cię lubią... - chyba płakała, bo czułam mokrą plamę na plecach.
  • Przeżywasz, dla chcącego nic trudnego. Nie płacz, chodźmy gdzieś.
  • Spoko
Za oknem widziałam zachodzące słońce. Wzięłam z szafy czarną bluzę z kapturem, Alex wzięła białą. W kieszeni znalazłam 20 zł więc pewnie znowu pokupujemy sobie jakieś słodycze.
Gdy otworzyłam drzwi, do pokoju wleciał znowu świecący motylek.
  • Ciekawe gdzie nas zaprowadzi. - powiedziała Alex.
  • A gdzie może nas zaprowadzić? Pewnie znowu na cmentarz.
  • Racja.
Pobiegłyśmy za światełkiem. Moje przypuszczenie było trafne, biegłyśmy w stronę cmentarza.
Przy naszym krzyżu nikogo nie było. Motyl usiadł na strzale który przebijał czerwony kryształ. Wyciągnęłam rękę i położyłam ją na krysztale. Zaczął świecić, nasze naszyjniki z krzyżykiem zaczęły lewitować a kryształki również się zaświeciły. Motylek ciągle wskazywał strzałę.
  • Może trzeba ją wyciągnąć?- zapytała Alex.
Chwyciłam prawą ręką za strzałę ale nie dało się niestety jej wyciągnąć. Popchnęłam strzałę, i kryształ otworzył się jak drzwi, wylała się krew. Zobaczyłam dziurkę od klucza, więc szybko chwyciłam za naszyjnik z kluczem i włożyłam do zamka. Pasował więc przekręciłam klucz. Pojawiło się światło. Wszystko dookoła zaczęło wirować. Widziałam tylko białą przestrzeń.
Upadłyśmy na ziemie, podniosłam głowę i... zobaczyłam czerwone niebo, ogromny księżyc. Trawa była spalona, drzewa bez liści. Byłyśmy na cmentarzu, ale... w innym świecie. Nie maiłam pojęcia , co to za miejsce...

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział 9


Położyłam się spać. Za dużo rzeczy działo się w jednym dniu. Śniło mi się, że spadam. Dookoła mnie była ciemność. Modliłam się tylko żeby się obudzić. Otworzyłam oczy, spojrzałam na zegarek , była 2:00 w nocy. Za oknem panowała ciemność, ale czułam żeby podejść do okna.
Jak zwykle Alex musiała mi wywinąć numer i jeden z szczebli drabinek posmarowała jakąś śliską mazią. Zleciałam z drabinek, przy okazji obudziłam moją siostrę.
  • Co ty do cholery wyprawiasz? Zasnąć nie mogę a ty jeszcze hałasujesz.
  • Co ja wyprawiam? To po co wysmarowałaś mi czymś drabinki?!
  • Ja? A po co miałabym to robić siostrzyczko?
  • Zamknij się już bo James zaraz przyjdzie i nas opieprzy, że nawet kłócimy się w nocy.
  • To po co wstajesz?
  • Zobaczyłam coś za oknem.
Podeszłam do okna, Alex poszła ze mną. Na balkonie widniało małe światełko, myślałam, że to świetlik ale blask był zbyt duży.
  • Co to może być?- zapytała Alex.
  • Nie mam pojęcia. Wyjdę na balkon i zobaczę.
Otworzyłam okno balkonowe. Światełko przybliżyło się do mnie i usiadło mi na dłoniach.
  • Motyl? Niemożliwe żeby tak świecił. - powiedziała Alex.
  • Dziwne, może to jakaś wskazówka? Jestem taka śpiąca, chyba wrócę do łóżka.
  • W takiej chwili? Ewela, to może nas gdzieś zaprowadzić. Tak jak to często w filmach jest. Jakieś stworzonko zaprowadza bohaterów do celu.
  • Mniej filmów oglądaj a zacznij się uczyć.
  • Oj tam, oj tam. Przesadzasz.
„Stworzonko” wleciało nam do domu. Usiadło na mieczu, który leżał na szafce w pokoju.
  • Co? Mam to zabrać ze sobą? Jutro rano, teraz nie chce mi się nigdzie iść.
  • Ewela, tak ci zależało na tych wszystkich tajemnicach a teraz co? Pójdziesz spać?
  • Tak. To poczeka do rana.
  • Rób co chcesz. Milady. - i ukłoniła się przede mną.
  • Ale najpierw, wyczyścisz drabinki z tej mazi co specjalnie rozsmarowałaś.
  • Na żartach się nie znasz siostrzyczko.
  • Dziękuje za takie żarty.
Alex wzięła chusteczkę i zaczęła robić to o co ją prosiłam. Zastanawiałam się nad tajemniczym motylem, ale na razie nie miałam ochoty na zagadki. Chwile później wróciłam do łóżka i zasnęłam.
***
Obudziłam się z samego rana o 12:00. Wszystko mnie bolało. W kącie koło półki z mieczem siedziała Alex i patrzyła się na motyla, który o dziwo nadal tam siedział.
  • James już o tym wie? - zapytałam.
  • Nie na razie mu nic nie mówiłam, nie było go jak wstałam.
  • Jak to go nie było?! A wiesz gdzie jest?
  • No właśnie, nie bardzo.
  • Może w ogrodzie?
  • Szukałam, nie ma.
  • A w całym domu szukałaś?
  • Tak, nie ma go nigdzie, może wyszedł do sklepu.
  • Może... No trudno, czekamy.
Poszłam do kuchni, przyszykowałam sobie śniadanie. Miałam już zacząć jeść, lecz do domu wbiegł James.
  • Zbieramy się , szybko, i wychodzimy!- zawołał.
  • Co się stało?! Daj, że zjeść „człowiekowi”!
  • To szybko i idziemy.
  • Ale co jest?!
Przybiegła Alex.
  • Co się dzieje?
  • Armia psów, przedostaje się na drugą stronę!
  • JAKĄ ZNOWU DRÓGĄ STRONĘ?!!!- krzyknęłyśmy obydwie.
  • Nie czas na wyjaśnienia, szybko!
  • Ale najpierw, choć do naszego pokoju, coś dziwnego do nas przyszło.
James zrobił minę typu „ what the fuck?” ale i tak poszedł za Alex. Ja przynajmniej mogłam w spokoju zjeść płatki na mleku. Ledwie odłożyłam talerz do zlewu i ktoś we mnie rzucił moimi ubraniami.
  • Zbieraj się szybko i idziemy! - krzykną James.
  • Co idziemy? Gdzie idziemy? Co tu się w ogóle dzieje? Ja nigdzie nie idę.
James i tak mnie nie słuchał. Zszedł do swojej „sali sportowej” i wrócił z mugenem ( samurajski miecz). Stałam jak sierota w kuchni ze swoimi ciuchami, nie wiedziałam co mam robić. Ubrałam się, i pobiegłam za nimi. Biegliśmy prosto na cmentarz. James jakimś cudem ominą całą armię dostał się do ich przywódców czyli do Angeli i jej ojca. Udało mi się usłyszeć całą ich rozmowę.
  • O no proszę, pan James zdecydował się iść z nami? A gdzie masz swoją armię hym?
  • Nie zamierzam iść jeszcze na wojnę. Co się tak z nią śpieszysz? Nie masz co robić? Nudzi ci się?
  • A na co mamy czekać? Na zbawienie?
  • Być może.
  • Nie rozśmieszaj mnie. Sam nas nie zatrzymasz. Może nie jest na razie nas dużo, ale po drugiej stronie, całe mnóstwo.
  • I z kim będziecie walczyć?
  • Jak nie zwami to zaczniemy robić swoje.
  • Nie pozwolę ci na to.
  • No to nas powstrzymaj.
  • Może nie ja, ale po drugiej stronie będziecie mieli niespodziankę.
  • Aż się nie mogę doczekać.
Nagle całe wojsko odwróciło się w moją stronę i przeszli koło mnie jakby mnie nie widzieli. Wrócili się chyba do swojej bazy, tak przypuszczałam. Na samym końcu szła, Angela i jej ojciec. Przeszli koło mnie obojętnie, widać, że byli wściekli. Przy krzyżu stał James. Chyba się modlił. Podeszłyśmy do niego.
  • Co się tutaj działo?- Zapytała go Alex.
  • Nic, wracajcie do domu.
Nigdy go nie rozumiałam, ale miałam nadzieję, że w domu nam wszystko wyjaśni.
  • Choć, idziemy.- powiedziałam.
  • Później do was dołączę. Idźcie same. - stwierdził James.
  • No dobra.
Wróciłam do siostry. Przechodziłyśmy koło nagrobków w kierunku wyjścia. Nagle Alex zaczęła płakać.
  • Dlaczego nie możemy żyć normalnie jak zwykli ludzie? Zawsze coś się musi przytrafić. Mam już tego dosyć- wymamrotała płaczliwym głosem.
  • Eh... Co ja mam na to poradzić? Nic nie zrobimy, widocznie tak ma być.
  • Ale dlaczego akurat my? Jeszcze nikt chyba nie miał tak porąbanego życia.
  • Choć do sklepu, kupimy sobie coś słodkiego.
  • A masz kasę?
  • Mam.
W drodze do domu poszłyśmy do kiosku. Nie miałam za dużo kasy, więc starczyło nam tylko na lizaki. Wychodząc ze sklepu przed moimi oczami pokazał się ten sam motyl co przyleciał dzisiejszej nocy.
  • Hym? Co jest?- zapytałam.
Światełko poleciało znowu w kierunku domu. Jak już wróciłyśmy, motyl dalej siedział na półce koło miecza.
  • Może chce żebym potrenowała?
  • Być może- powiedziała Alex.
  • Alex, a może z tobą trochę powalczę co?
  • Ze mną? Ale, ale ja nie umiem.
  • Więc dla tego powinnaś trenować.
  • Nie mam broni.
Na te słowa motylek uniósł się w górę. Świecił jeszcze mocniej niż wcześniej. Zaczął kręcić się w kółko jakby zwariował. Nagle na półce pojawiły się dwa krótkie mieczyki z czerwonymi kryształkami przy trzonie podobnie jak w mojej broni.
  • Wow, może ta mała świecąca kulka to taki mały „spełniacz życzeń”? Jak złota rybka.- pochwaliła się swoją głupotą Alex.
  • Za dużo filmów się naoglądałaś.
Alex podeszła do motyla i zaczęła mówić swoje życzenia.
  • Chciałabym, żeby moja nauczycielka od matematyki zachorowała. Chcę mieć ciuchy najlepszych projektantów. Chcę, żeby Ewela zamieniła się w małego kota.
  • Dosyć! I tak się to nie spełni! Idiotka, z kim ja pracuję.- krzyknęłam.
  • A i chciałabym, żeby Ewela była niemową.
Szarpnęłam ją za koszulkę. Nic do niej nie docierało. Zachowywała się jak małe dziecko.
  • Żartuje przecież. Ty to jesteś taka sztywniara.
  • Przynajmniej nie gadam głupio tak jak ty.
  • Ojejku.
Do pokoju wszedł James.
  • Znowu się bijecie. O co tym razem?
  • O nic, nie ważne. Zobacz, ten motyl na słowa Alex wyczarował jej broń.
  • Hymm, ciekawe. Nigdy nie spotkałem się z takim przypadkiem.
  • No my tym bardziej.
James podniósł mieczyki. Przyglądał się im aż w końcu powiedział.
  • Dziwne. Mówicie, że ten motyl przyleciał do was w nocy?
  • Dokładnie tak, Ewela otworzyła okno i to wleciało nam do domu.
  • Ok. Nie zostawię tego tak bez wyjaśnienia. Jutro się dowiem o co chodzi.
  • Od kogo?- zapytałam.
  • Nie ważne.
Nie chciałam się już z nim kłócić bo i tak się nie dowiem.
  • Wychodzi na to, że musimy Alex nauczyć walczyć. - stwierdził James.
  • No, mnie też musisz nauczyć.
  • Tak, ale Alex będzie dopiero zaczynać.
  • Fajnie! To kiedy zaczynamy?- zapytała Alex/
  • Najlepiej już dzisiaj.
  • Ok.
  • Dobra to wy idźcie na trening a ja się pouczę matmy.
  • Jak chcesz, ale jak skończysz to zejdź do sali na dół.
  • Dobra.




wtorek, 13 marca 2012

Rozdział 8


Przez całą drogę powrotną James robił mi kazanie na temat magii i Angeli. Nie chciało mi się go specjalnie słuchać, więc ukradkiem wzięłam słuchawki i włączyłam sobie muzykę.
  • Siostrzyczko, to było nie miłe z twojej strony – powiedziała swoim chamskim tonem Alex i wyjęła mi słuchawki z uszu.
  • Spójrz na siebie, ty wcale chamska nie jesteś, czyż nie siostro?
Odwróciła się z miną w stylu „foch” i nie odzywała się. James już miał dosyć naszego dziecinnego zachowania więc też się już nie odzywał. Criss pewnie pomyślał, że jesteśmy jakieś nienormalne, dlatego pożegnał się i poszedł do domu. Gdy już wróciliśmy, James kazał nam przygotować obiad.
  • Widzisz co narobiłaś swoim zachowaniem? - rzuciła Alex
  • Ja? To ty narobiłaś zamieszania swoją arogancją.
  • Arogancją? To ty założyłaś słuchawki gdy James chciał ci powiedzieć jaka jesteś niedorozwinięta.
  • ZAMKNĄĆ SIĘ! - z pokoju krzykną James. - NIECHE MI SIĘ JUŻ WAS SŁUCHAĆ, JAK CHCECIE SIĘ KŁUCIĆ TO WYNOCHA Z DOMU!
Zamurowało nas, jeszcze nigdy w życiu James nie krzyczał tak na nas, musiał być rzeczywiście wściekły na nas. Fakt, nasze zachowanie było dziecinne. Na przynajmniej czułam skruchę, nie wiem jak moja siostrzyczka.
  • Widzisz coś narobiła? - szepnęła Alex.
  • Cicho, nie dziwie się Jamesowi, kłócimy się jak niedorozwinięte dzieci.
  • Masz racje... siostrzyczko.
Kontynuowałyśmy nasz obiad, ale nagle za oknem zobaczyłam coś niepokojącego. Cała banda „psów” w tym Angela, szła jak jakieś wojsko. Wybiegłam szybko na taras zobaczyć wszystko dokładnie. Angela ze swoim ojcem stali na samym początku, cała banda kierowała się w stronę cmentarza. Nigdy nie widziałam tylu osób tej samej rasy. Nie miałam kompletnie pojęcia o co chodzi, ale obiecałam sobie, że dam na razie sobie spokój z rozwiązywaniem zagadek.
  • Zaczęło się.- usłyszałam za sobą głos Jamesa.
  • Co się zaczęło?
  • Wojna
  • Co?! Jaka znowu wojna, o co chodzi?
  • Wszystko w swoim czasie.
  • Jakim znowu czasie, już się zaczęło a ty o jakimś czasie mi tu gadasz.
  • Choć za mną.
Zeszliśmy po schodach na sam dół domu. Muszę przyznać ze jeszcze nigdy tam nie byłam, ale cały czas myślałam, że tam jest piwnica. Zobaczyłam ogromną pustą salę jak na w-f tylko, że pod ziemią. W rogu stała wysoka szafa ( nie to nie do Narnii). James wyciągnął z szuflady samurajski miecz, który był strasznie podobny jak w jednym filmie, ale to raczej niemożliwie żeby to był ten o którym myślę.
  • Wow, skąd go masz?
  • Pewien aktor mi go dał w prezencie jak odchodził z filmu.
  • Identyczny miał Yu Kanda z D- gray man.
  • No właśnie to ten aktor- szeroko uśmiechną się.
Zrobiłam wielkie oczy. Wiedziałam ze James ma dość dobre znajomości, znał rodzinę królewską czyli moich rodziców, ale nie wiedziałam, że zna nawet Yu Kande. Uwielbiałam go, Ciekawe czy w rzeczywistości jest też taki ponury jak w filmie. Pewnie tak.
  • Idź po swój miecz i zaczniemy lekcje walki.
Pobiegłam szybko do swojego pokoju. Ku mojemu zdziwieniu Alex bawiła się moją bronią.
  • Co ty robisz debilko? Chcesz się pokaleczyć?
  • Pff mówi to ta, która umie walczyć.
  • Oddaj mi go.
  • A jak nie to co mi zrobisz?
  • Alex , nie wydurniaj się, James na mnie czeka.
  • Ojej, rozmawiać się z tobą nie da.
  • Lol, nie dziwie ze lubiła cię Angela, jesteście takie same.
  • Nie poniżaj mnie, to było dawno.
  • Ale taka prawda, ok, oddasz mi moją własność?
  • Nie.
  • Alex nie denerwuj mnie.
  • Ah już dobrze, już dobrze. Masz.
Szybko pobiegłam na dół, James był pewnie zły znowu na mnie, ale to niestety nie moja wina że mam tak rąbniętą siostrę.
  • Przepraszam ale Al...
  • Nie tłumacz się, siadaj obok i skup się.
Usiadłam z podkurczonymi nogami jak Japonki. Podniosłam broń do góry, tak samo jak on.
  • Skup się, spróbuj przenieść manę na miecz, tak żeby zapłoną, tylko go nie podpal...
  • yyy, boje się, ze coś pójdzie nie tak, mogę spróbować na kartce papieru czy coś w ten deseń?
  • Nie, bo to twoja broń do której się przywiązałaś.
  • No... dobra spróbuję.
Zamknęłam oczy, próbowałam się skupić ale coś mi nie szło. Rozpraszał mnie dźwięk elektryczności który rozwalał różne przedmioty. Alex, podpale ją kiedyś...
  • Nie denerwuj się na swoją siostrę, jak będziesz się na nią denerwować to ona będzie robić wszystko żeby wyprowadzić się z równowagi. Skup się.
  • Jak mam się skupić przy takim hałasie, jestem kotem więc słyszę lepiej niż ty.
  • Dlatego powinnaś walczyć z tym i się jeszcze bardziej skupić.
  • Co za facet...- pomyślałam, ale być może i ma rację.
Znowu zamknęłam oczy. Próbowałam „nawiązać kontakt” z bronią. Poczułam jakby mocne ciepło. Otworzyłam oczy, udało się.
  • Bardzo dobrze, teraz „wyłącz” czar i spróbuj zrobić to samo ale szybciej.
  • Ok.
Próbowałam zrobić to samo, ale bez zamykania oczu. Gdyby nie Alex, zrobiłabym tak za pierwszym razem, ale no co zrobić.
Przez 20 min przesyłałam i odsyłałam manę z broni. Za każdym razem szlo mi coraz lepiej i szybciej.
  • Rewelacja, jeszcze później poćwiczysz, trzymając miecz w jednej ręce, na polu walki nie ma czasu na aktywacje swojej broni.
  • No rozumiem.
  • Ok, teraz poćwiczymy samą walkę. Przyjmij pozycję gotową do walki.
Podniosłam miecz pionowo tak jak to na filmach często jest.
  • No dobrze, nauczę się blokować, jak ktoś atakuje , zawsze musisz przechylić tak miecz żeby...
  • Wiem wiem, na filmach to widziałam.
  • Dobra przekonajmy się.
Zaatakował z prawej strony ale ja szybko zablokowałam.
  • Noo, więc wiesz o co chodzi. Ale musisz być szybsza.
  • Nie da się.
  • Da się, tylko trzeba chcieć.
  • eh...
Zaatakował bez uprzedzenia, obroniłam się i próbowałam sama zaatakować, ale się obronił i wytrącił mi broń z rąk.
  • Jak ty to zrobiłeś?
  • Też cię tego nauczę.
Wzięłam miecz z podłogi, pobiegłam w stronę Jamesa, skoczyłam żeby zrobić atak z góry ale ten szybko odskoczył.
  • Hym, ciekawe, ale nie rób tak bo jeżeli przeciwnik stoi przodem i też ma miecz to może cię „nadziać” i jesteś już martwa.
  • Ok zapamiętam to.
Zaczęliśmy walkę, dobrze mi szło, atakowałam i broniłam się, odskakiwałam w tył żeby się bronić. James był zawodowcem w walce, pewnie to nie wszytko na co go było stać, ale to tylko „próbna” walka. Próbowałam przesłać manę na broń, lecz James specjalnie mi w tym przeszkadzać. Po kilku próbach w końcu udało mi się „zapalić” miecz i zauważyłam, że ciężej się nim walczy, ale z większą siłą.
  • Bardzo dobrze ci idzie, na dzisiaj koniec. Jutro poćwiczymy z twoją siostrą.
  • Z nią? Ale ona jak zwykle będzie się popisywała swoja głupotą.
  • Zobaczymy, porozmawiam z nią.
Poszłam na górę, w całym naszym pokoju było pełno szkła.
  • Ogłupiałaś dziewczyno już do reszty?
  • Ćwiczę swoje umiejętności.
  • Ale to nie w taki sposób, powinnaś się zrobić coś pożytecznego a nie tylko rozwalać żarówki.
  • Tak a co na przykład?
  • Nie wiem, na pewno porozmawiać z Jamesem i poprosić go o jakieś lekcje.
  • Spoko, wyluzuj siostra.
Nie chciało mi się już z nią kłócić więc wyszłam z pokoju. Wzięłam miecz i przesyłałam znowu manę tak jak obiecałam. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Angela ze swoja banda szli na cmentarz. Poszłabym tam to sprawdzić ale byłam za bardzo zmęczona.

piątek, 17 lutego 2012

Rozdział 7


Poranek. Jak zwykle dzień zaczynał się tak samo jak zawsze, czyli kuchnia, kłótnia z siostrzyczką, pytanie do Jamesa, na które i tak nie dostałam odpowiedzi, krótki trening swoich mocy, wyjście na dwór. Miałam jeszcze jeden dzień wolnego więc musiałam to jakoś wykorzystać. Walić to, że jeszcze nie odrobiłam lekcji, ale nurtujące mnie pytania na temat tajemniczego krzyża nie dawały mi spokoju.

 Szłam chodnikiem i usłyszałam za mną zbliżające się kroki.

  • Siemka Ewela! Gdzie idziesz?

Criss to chyba jedyna osoba, której mogłam zaufać. Parę lat temu opowiedziałam mu całą moją historię w o dziwo uwierzył. Nikomu tego nie powiedział tak jak go prosiłam.  

  • Pamiętasz ten krzyż o którym ci opowiadałam?
  • No pewnie, o co chodzi?
  • Chce poznać tajemnice tego krzyża, wczoraj byłam na cmentarzu i czułam koło niego dużo many.
  • Hymm ciekawe, próbowałaś coś z tym zrobić?
  • Chciałam , ale szanowna Lady Angela mi w tym przeszkodziła.
  • Lol, a ona wie coś w tej sprawie?
  • Wie, ale nawet się jej nie pytałam bo i tak mi nie odpowie.
  • No tak racja, może Ci pomóc?
  • Byłabym wdzięczna.
  • Ok, to co? Idziemy na cmentarz?
  • No, chodźmy.

 Byłam uzbrojona w miecz, tak na wszelki wypadek. Od samego rana było ponuro, i akurat teraz zaczęło padać.  

  • Jesteś pewna, że chcesz iść na cmentarz teraz?
  • A co deszczu się boisz? Z cukru nie jesteśmy, nie roztopimy się.
  • No tak, w sumie masz racje.

Gdy skończył zdanie, zobaczyliśmy błyskawice a po chwili huk.

  • Chyba powiedziałem to w niewłaściwym momencie... Dalej nie zmieniasz zdania?
  • Nie, chociaż jak by tu była moja siostra by było bezpieczniej w tą burze.
  • Też tak sądzę.

Minęliśmy już bramę cmentarza.

  • Dobra tera mam pytanie, pamiętasz gdzie ten krzyż stał?
  • Nie mam tak krótkiej pamięci, jak ty Criss, mówiłam Ci, że byłam tu wczoraj.
  • Faktycznie, sorry.

Mijaliśmy groby przez wydeptaną ścieżkę. W końcu zaczęło się pole białych róż i ujrzałam krzyż.

Wyczuwałam znowu taką samą siłę many jak wcześniej.  Podeszłam do krzyża i spojrzałam na strzałe, zastanawiając się dlaczego jest wbita w ten kryształ. Dzieci bawiące się w łuczników na cmentarzu? Coś mało wiarygodna historyjka.  

  • Criss, a może ty wiesz coś o tym a nic mi nie mówisz?
  • Jak bym wiedział to przecież bym nie ukrywał tego przed tobą nie?
  • W sumie masz rację.

Podeszłam do jednej róży która oplatała krzyż dookoła, zauważyłam, że na jej płatkach są ślady krwi.

  • Ej, co to może znaczyć?

Criss podszedł i zaczął się zastanawiać.

  • Nie mam pojęcia ale raczej nie znaczy nic dobrego.
  • No na pewno.

Chodziłam wkoło krzyża, myślałam, że jeszcze coś ciekawego znajdę.

  • Wątpię, że jak będziemy tak stali to zagadka sama się rozwiąże. - stwierdził Criss.
  • A co mam robić hym?
  • Zapytać się Jamesa albo Angelii?
  • Ta, na pewno mi odpowiedzą.
  • Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz.
  • Tyle już lat próbuje się czegokolwiek dowiedzieć i raczej się nic nie dowiedziałam.

  • No no no, kogo my tu znowu mamy – usłyszałam znajomy głos za sobą. To była Angela.
  • Czego chcesz?
  • Co tak ostro na początek kocico? Wylizuj trochę.
  • Nie będziesz mi rozkazywać psie.
  • Wiesz co zawsze było między psami a kotami? Wojna.
  • Chcesz się bić? Dawaj.
  • Bitwa na cmentarzu między Queen a Queen, cudownie!

Jak to? Mam rozumieć, że ona też jest królową ale psów? To jakiś koszmar. Najgorsze jest to, że ona wie prawie wszystko a ja nic. Angela wyciągnęła dwa srebrne sztylety. Zaczęła nimi obracać w palcach jak jakiś zawodowy zabójca. Wyciągnęłam swoja broń ale nie umiałam jeszcze na perfect walczyć. Bałam się, że zginę.

  • Hah co się stało? Czyżby nieustraszona się jednak bała?
  • Zamknij się s*ko.
  • Nie słuchasz mnie, spokojnie ok?
  • Zamknijcie się! Nie możecie chociaż raz normalnie porozmawiać?- krzykną z daleka Criss
  • O, zapomniałam o tobie.- stwierdziła Angela.

Z jej ręki zaczęła wypływać woda. Silnym strumieniem „rzuciła” Crissem o drzewo, tak, że stracił przytomność.

Pobiegłam w jej stronę, machnęłam mieczem lecz ona zrobiła unik. Próbowałam ponownie ale bez skutku.

  • Oho, ktoś tu nie umie walczyć.

Tym razem ona zaatakowała. Zablokowałam jej atak i odskoczyłam na dwa metry ( w końcu jestem kotem) w tył. Zrobiłam ścianę ognia ale ona i tak przeskoczyła płomienie i atakowała dalej a ja odskakiwałam w tył. Zderzyłam się z murem, który otaczał całe pole bitwy.

  • Ślepy zaułek księżniczko.
  • To jeszcze nie koniec.

W jednej ręce stworzyłam kulę ognia, rzuciłam w nią, lecz ona wystawiła tylko rękę i pojawił się wodny mur. Koniec, po mnie, nie mam szans z nią. Zbliżała się do mnie powolnym krokiem. Nagle jak by poraził ją prąd upadła na ziemię przed moimi nogami. Zobaczyłam teraz przed sobą Alex.

  • Cześć siostrzyczko! Nie ładnie się tak bawić ze starą kumpelą. - uśmiechnęła się.
  • Hah, żeby to była kumpela. Dzięki za pomoc.
  • Nie ma sprawy, w ogóle ściągnęła mnie tu ta wspaniała pogoda. W końcu „ naładowałam” swoją manę.
  • No, korzystaj póki możesz.
  • Podziękuj Crissowi, że udało mu się po mnie zadzwonić.
  • Właśnie Criss!

Obróciłam się w stronę drzewa, siedział tam dalej jak sparaliżowany. Pobiegłam w jego stronę.

  • Criss! Stało ci się coś?!
  • Oprócz tego, że chyba mam złamaną nogę i kilka żeber to chyba nic.

Wyciągnęłam szybko telefon i chciałam zadzwonić po karetkę ale usłyszałam głos Jamesa który stał za mną.

  • Schowaj ten telefon.
  • Co chcesz zrobić?
  • Zobaczysz.

 Przykucnął koło mnie. Wyciągnął lewą rękę nad nogą Crissa a prawą nad żebrami. Z jego rąk wydobyło się zielone światło. Patrzyłam się na Jamesa z niedowierzaniem, więc jednak miał też miał jakąś moc, i to nie byle jaką, umiał leczyć.  

  • I jak? W porządku? - zapytał się James Crissa
  • Tak, dziękuję.
  • Nie mów o tym nikomu.
  • Obiecuję.
  • A ty Ewela, jak amsz znowu isć gdzies sama, a szczegolnie tutaj, to lepiej w ogóle nie wychodź z domu, zrozumiano? Angela mogła cię zabić.- spokojnie powiedział James.
  • Wiem, przepraszam.

Po całym zamieszaniu wróciliśmy wszyscy do domu. Może jednak poczekam z tymi tajemnicami jeszcze trochę?



niedziela, 5 lutego 2012

Rozdział 6


Wróciliśmy do domu. Zamknęłam za sobą drzwi, strasznie byłam zniecierpliwiona całych wyjaśnień. Czyżby James w końcu powiedział mi o co tu chodzi?
  • Słucham.
  • Wyluzuj księżniczko- powiedziała zirytowanym głosem Alex.
  • Ty się zamknij ok?
  • Skąd te nerwy? Uspokój się bo zniszczysz sobie urodę, królowa musi jakoś wyglądać czyż nie?
  • Nie chce mi się z tobą gadać wiesz.
  • Tak jest generale.
Podeszłam do niej szarpnęłam ją za bluzkę a w drugiej ręce maiłam ogień.
  • O siostrzyczko, czy mam to uznać za groźbę?
  • Groźbę? To mało powiedziane.
  • Uspokójcie się! O co znowu poszło?- przerwał nam James.
  • Naszej nowej królowej coś odbiło.
  • Zamknij się debilko! Weź ją ode mnie bo ją spalę!
  • To twoja siostra, daj jej spokój. Alex uspokój się.
Puściłam ją bo i tak nie było warto.
  • Dobra, wyjaśnisz mi teraz o co chodzi?
  • Zostałaś nową władczynią swojej rasy po swoich rodzicach.
  • No wow nie skapłabym się, ale co się z nimi stało? Wiem, że zginęli ale w jaki sposób?
  • Na wojnie.
  • Z kim i o co była ta wojna?
  • Za dużo już wiesz, obiecałem im, że nie powiem ci wszystkiego żeby cie nie zamartwiać.
  • Kurwa czy ty zawsze taki jesteś?!
  • Nie o to chodzi.
  • A o co?
  • Nie ważne...
  • Ważne!
  • Nie rozumiesz, dowiesz się wszystkiego w swoim czasie...
  • Czekam już 12 lat a ty dalej swoje!
  • Trudno, prawda wymaga czasu.
  • Mam tego dość, wychodzę.
  • Czekaj! Dokąd idziesz?
  • Nie ważne.
Wyszłam z domu. Czemu on nigdy nie może powiedzieć mi czegoś o moich rodzicach. W ogóle kim on dla mnie jest? Wujkiem? Nie chciałabym mieć takiego, zresztą co mnie to interesuje.
Szłam przez ulicę. Zobaczyłam jakąś staruszkę, która miała w ręku łańcuszek z krzyżykiem.
Chwyciłam za swój naszyjnik i przypomniałam sobie cmentarz i ten wielki krzyż. Może to jest jedna z podpowiedzi? Może to grób moich rodziców?
Skręciłam w prawo. Po 10 minutach minęłam bramę cmentarza. Zaczęłam się rozglądać, nie pamiętałam już gdzie ten krzyż stoi. Szłam wzdłuż wydeptanej ścieżki. W końcu zauważyłam białe róże. Koło krzyża stała jakaś postać, chyba się modliła. Gdy podeszłam bliżej zobaczyłam, że to Angela.
  • Co ty tutaj robisz?- zapytałam zdziwionym głosem.
  • Kogo my tu mamy, po co tu przyszłaś?
  • No ja się o to pytam też ciebie.
  • Co za dziwny zbieg okoliczności, po tylu latach w końcu się do siebie odezwałyśmy.
  • Ty coś ukrywasz przede mną?
  • Nie twoja sprawa co ja tu robię, królowo.
Królowo? Skąd ona o tym wie? Nie było jej na ceremonii, przynajmniej sobie nie przypominam. Może Angela wie coś na temat wojny w której uczestniczyli moi rodzice?
  • Kim ty jesteś Angela?
  • Kim ja jestem? Ha, nie rozbawiaj mnie, że nie wiesz.
Miała podobne zachowanie jak moja siostra więc wolałam z nią nie rozmawiać.
  • Nie mam ochoty się z tobą droczyć, po co tu przyszłaś?!
  • A co nie można?
  • Czy ty wiesz co to jest za krzyż?
  • Oczywiście a co ty nie wiesz?
Zamurowało mnie. James mi oczywiście nie opowie o tym krzyżu bo według niego dowiem się wszystkiego w swoim czasie. Angela pewnie wie dużo więcej niż ja, ale i tak wole zachować ostrożność.
  • Co tak umilkłaś? Czyżby królowa nie wiedziała?
  • Zamyśliłam się.
  • Jaka denna wymówka, przyznaj się, że nie wiesz nic na ten temat. Podpowiem ci tylko tyle, zastanów się na czerwonym krysztale.
Miała racje, Mój naszyjnik i krzyż były bardzo podobne, nie na darmo James mi i Alex dał ten naszyjnik.
  • Ja spadam, muszę posprzątać w swoim pokoju.
  • Nie masz pokojówek? Taka osobowość jak ty powinna mieć ich całe mnóstwo.
  • Nie twój interes. Nara
Wróciłam szybko do domu. Bez przywitania poszłam szybko do swojego pokoju. Zdziwiłam się, ponieważ Alex tam nie było, ale jakoś nie chciało mi się zawracać teraz nią głowy.
Czerwony kryształ... o co chodzi? Jutro pójdę to sprawdzić, tylko żeby nie było tam Angeli ani nikogo innego...