Szliśmy dalej korytarzem, który
oświetlał blask pochodni. W oddali zobaczyłam światło, które
padało z góry.
- Widzisz to? Choć szybko może jest tam jakieś wyjście – powiedziałam.
Pobiegliśmy. Gdy byliśmy na miejscu
spojrzałam w górę i zobaczyłam wykopany tunel „ucieczki”,
przez który było widać czerwone niebo.
- Tak blisko a tak daleko... Jak się stąd wydostaniemy?- zapytałam.
- Nie zapominaj kim jesteśmy. - spojrzał na mnie z uśmiechem. - Koty przecież dość wysoko skaczą, i mają ostre pazury.- podniósł rękę i jego paznokcie zamieniły się w ostre pazury.
- Ja tak nie potrafię – spojrzałam się na swoje.
- Dziwne, no trudno, pomóż sobie tym mieczykiem, który ciągle nosisz.
- Dobra myśl. – wyciągnęłam miecz. - Skacz pierwszy.
- Uparta jesteś, no ale dobra. - podniósł głowę do góry i skoczył na jakieś 2 metry. Chwycił się pazurami ściany i po chwili odskoczył, przeskakując na przeciwną ściankę. W końcu wyskoczył na zewnątrz. - Teraz ty, dasz rade.
- No dobra...- Skoczyłam, wbiłam miecz w ścianę, lecz zawisłam na chwilę bo nie wiedziałam jak się szybko odbić. Podciągnęłam się na rękach tak, że stanęłam na mieczu. Odbiłam się od niego jak od trampoliny i wyleciałam na zewnątrz.
- Brawo!
- No nie do końca, jak wyciągnąć teraz miecz?
- Zostaw to mnie. - Obok niego leżał sznur z hakiem. Zrzucił hak an dół i zaczepił o trzon miecza, szarpną i już miałam swoją broń w rękach.
- Dzięki.
- Spoko, teraz szybko uciekajmy stąd, mam już plan – popatrzył na szereg domów połączonych ze sobą. - Musimy wskoczyć na dach.
- Skoro tak uważasz.
Równo wskoczyliśmy na dach
najbliższego domu i biegliśmy przed siebie. W oddali zobaczyłam,
że dwa domu są od siebie oddzielone.
- SKACZ! - krzykną.
Przeskoczyliśmy bez problemu.
Przypomniałam sobie o mojej siostrze. Nie maiłam pojęcia gdzie
teraz jest. Obawiałam się, że ją porwali.
- Ernest, gdzie biegniemy?
- Przed siebie.
- No co ty nie powiesz geniuszu. Gdzie konkretnie?
- Myślałem, że ty wiesz.
- Biegnijmy na cmentarz.
- Spoko.Zeskoczyliśmy z dachu. Biegliśmy dalej by nas nikt nie złapał. Gdy dobiegliśmy już na cmentarz, ku mojemu zdziwieniu przed krzyżem „ teleporterem” , stało pełno policjantów. Ernest wyciągną pazury i zaczął się z nimi bić. Ja zrobiłam kule ognia i zaczęłam w nich rzucać.
- ODSUŃ SIĘ! - krzyknęłam. Wyskoczył długim susem i przez przypadek wleciał na jakiś grób.
Zrobiłam ścianę ognia dookoła
wszystkich policjantów tworząc okrąg, który po chwili
wypełnił się ogniem. Wszyscy krzyczeli, było mi trochę ich
szkoda, ale jak pomyślałam ile ludzi już zabili to już mi
przeszło. Gdy ogień zgasł zobaczyłam spalone trupy, z niektórych
został tylko popiół.
- Bezlitosna – zaśmiał się Ernest.
- Kiedyś trzeba – odwróciłam się do niego z uśmiechem.
- Po co tu przyszliśmy?
- Uciekniemy stad do mojego świata.
Zrobił minę w stylu „what the fuck”
i wstał z ziemi. Podeszłam do krzyża, położyłam rękę na
niebieskim krysztale. Mój naszyjnik zareagował i podniósł
się do góry świecąc na czerwono.
- Złap mnie za rękę. - powiedziałam, lecz on objął mnie rękami wokół talii.
Chwyciłam za strzałę wbitą w
kryształ, który otworzyłam jak drzwi. Wzięłam kluczyk i
przekręciłam go tak jak to za pierwszym razem w moim wymiarze.
Przenieśliśmy się w białą
przestrzeń. Po chwili wylądowaliśmy na zielonej trawie.
- W końcu w domu – podniosłam się z trawy i otrzepałam się. Na dworze był już wieczór.
- Co to za miejsce? - zapytał.
- To mój dom, czuj się jak u siebie. - uśmiechnęłam się.
Wyszliśmy z cmentarza. Szliśmy prostą
ścieżką. Zza rogu wyszedł smutny Criss, ubrany cały na czarno, z
bukietem czerwonych róż. Szedł z opuszczoną głową patrząc
się na chodnik. Gdy podszedł bliżej, uniósł wzrok, róże
wypadły mu z rąk i patrzył się na mnie jak by zobaczył ducha.
- Ty żyjesz?! - krzykną z niedowierzaniem. Z oczu popłynęły mu łzy. - Gdzieś ty była przez te ostatnie dwa lata?
Dwa lata? Gdy to usłyszałam
spojrzałam się na Ernesta który był jeszcze bardziej
zszokowany niż ja.
- Jak to... dwa lata? - zapytałam z niedowierzaniem.
- No dwa lata, James był tak zszokowany po waszym zniknięciu, że chyba chciał popełnić samobójstwo. A tak w ogóle, czemu Alex jest facetem?
- Jestem Ernest... - powiedział zirytowanym głosem.
- Na dodatek nie przyznaje się do swojego imienia – powiedział zaskoczony Criss.
- To nie jest Alex... Nie wiem gdzie ona jest – wyjaśniłam zniżonym tonem.
- To trzeba by było jej poszukać.
- Obawiam się, że chyba ją schwytali... - dodał Ernest.
- Kto? O co tu w ogóle chodzi, kim ty jesteś? - powiedział zdziwiony Criss.
- Opowiem ci wszystko później, teraz musimy iść do Jamesa – szybko odpowiedziałam i pobiegłam w kierunku domu.
Jak już dobiegliśmy na miejsce, mocno
się zdziwiłam. Dom bym strasznie zaniedbany, w ogrodzie praktycznie
już nie było żadnych kwiatów. Szybkim ruchem otworzyłam
drzwi.
- James! Wróciłam!- krzyknęłam lecz nikt mi nie odpowiedział.
Weszłam w głąb domu, spojrzałam do
kuchni. Zamurowało mnie. Zobaczyłam PIJANEGO Jamesa, siedzącego
przy stoliku, wyłożonego na całym blacie ( podobnie jak Kowalski z
komixxów) w ręce trzymał flaszkę. Podbiegłam do niego,
szarpnęłam go za ramie.
- James! James! To ja!
- Ale się naje*ałem, kur*a, aż duchy widzę, nie pije już więcej.
- Nie jestem duchem!
- W dodatku gada, ale jajaa.
Odwróciłam się do Ernesta.
- Wiesz co, dzisiaj się z nim nie dogadamy, musi wytrzeźwieć, pomóż mi go przenieść do sypialni.
- Nie będę przenosił jakiegoś menela.
Spojrzałam się na niego spode łba.
- Ok, pomogę ci.
Chwyciłam Jamesa pod pachy, Ernest
trzymał go za nogi. Dowlekliśmy go do sypialni.
- Niech się prześpi, jutro zasypie nas pewnie pytaniami.- powiedziałam z uśmiechem.
- Spoko, ale jedno pytanie, gdzie mam spać? Bo nie mam zamiaru wracać do tamtego wymiaru.
- W łóżku Alex.
- Yy... no dobra.
Poszliśmy do pokoju mojego i mojej
siostry. Wskazałam łóżko Alex, był trochę zawiedziony, że
musi spać na dolnym piętrze no ale trudno. Gdy już się położyłam,
przypomniał mi się tekst Crissa „Gdzieś ty była przez te
ostatnie dwa lata?”, nie dawało mi to spokoju. Zastanawiałam
się również co z Alex, i bałam się, że dzieje jej się
jakaś krzywda.