wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 12


Szliśmy dalej korytarzem, który oświetlał blask pochodni. W oddali zobaczyłam światło, które padało z góry.

  • Widzisz to? Choć szybko może jest tam jakieś wyjście – powiedziałam.

Pobiegliśmy. Gdy byliśmy na miejscu spojrzałam w górę i zobaczyłam wykopany tunel „ucieczki”, przez który było widać czerwone niebo.  

  • Tak blisko a tak daleko... Jak się stąd wydostaniemy?- zapytałam.
  • Nie zapominaj kim jesteśmy. - spojrzał na mnie z uśmiechem. - Koty przecież dość wysoko skaczą, i mają ostre pazury.- podniósł rękę i jego paznokcie zamieniły się w ostre pazury.
  • Ja tak nie potrafię – spojrzałam się na swoje.
  • Dziwne, no trudno, pomóż sobie tym mieczykiem, który ciągle nosisz.
  • Dobra myśl. – wyciągnęłam miecz. - Skacz pierwszy.
  • Uparta jesteś, no ale dobra. - podniósł głowę do góry i skoczył na jakieś 2 metry. Chwycił się pazurami ściany i po chwili odskoczył, przeskakując na przeciwną ściankę. W końcu wyskoczył na zewnątrz. - Teraz ty, dasz rade.
  • No dobra...- Skoczyłam, wbiłam miecz w ścianę, lecz zawisłam na chwilę bo nie wiedziałam jak się szybko odbić. Podciągnęłam się na rękach tak, że stanęłam na mieczu. Odbiłam się od niego jak od trampoliny i wyleciałam na zewnątrz.
  • Brawo!
  • No nie do końca, jak wyciągnąć teraz miecz?
  • Zostaw to mnie. - Obok niego leżał sznur z hakiem. Zrzucił hak an dół i zaczepił o trzon miecza, szarpną i już miałam swoją broń w rękach.
  • Dzięki.
  • Spoko, teraz szybko uciekajmy stąd, mam już plan – popatrzył na szereg domów połączonych ze sobą. - Musimy wskoczyć na dach.
  • Skoro tak uważasz.

Równo wskoczyliśmy na dach najbliższego domu i biegliśmy przed siebie. W oddali zobaczyłam, że dwa domu są od siebie oddzielone.

  • SKACZ! - krzykną.

Przeskoczyliśmy bez problemu. Przypomniałam sobie o mojej siostrze. Nie maiłam pojęcia gdzie teraz jest. Obawiałam się, że ją porwali.

  • Ernest, gdzie biegniemy?
  • Przed siebie.
  • No co ty nie powiesz geniuszu. Gdzie konkretnie?
  • Myślałem, że ty wiesz.
  • Biegnijmy na cmentarz.
  • Spoko.
    Zeskoczyliśmy z dachu. Biegliśmy dalej by nas nikt nie złapał. Gdy dobiegliśmy już na cmentarz, ku mojemu zdziwieniu przed krzyżem „ teleporterem” , stało pełno policjantów. Ernest wyciągną pazury i zaczął się z nimi bić. Ja zrobiłam kule ognia i zaczęłam w nich rzucać.

  • ODSUŃ SIĘ! - krzyknęłam. Wyskoczył długim susem i przez przypadek wleciał na jakiś grób.

Zrobiłam ścianę ognia dookoła wszystkich policjantów tworząc okrąg, który po chwili wypełnił się ogniem. Wszyscy krzyczeli, było mi trochę ich szkoda, ale jak pomyślałam ile ludzi już zabili to już mi przeszło. Gdy ogień zgasł zobaczyłam spalone trupy, z niektórych został tylko popiół.

  • Bezlitosna – zaśmiał się Ernest.
  • Kiedyś trzeba – odwróciłam się do niego z uśmiechem.
  • Po co tu przyszliśmy?
  • Uciekniemy stad do mojego świata.

Zrobił minę w stylu „what the fuck” i wstał z ziemi. Podeszłam do krzyża, położyłam rękę na niebieskim krysztale. Mój naszyjnik zareagował i podniósł się do góry świecąc na czerwono.

  • Złap mnie za rękę. - powiedziałam, lecz on objął mnie rękami wokół talii.

Chwyciłam za strzałę wbitą w kryształ, który otworzyłam jak drzwi. Wzięłam kluczyk i przekręciłam go tak jak to za pierwszym razem w moim wymiarze.

Przenieśliśmy się w białą przestrzeń. Po chwili wylądowaliśmy na zielonej trawie.

  • W końcu w domu – podniosłam się z trawy i otrzepałam się. Na dworze był już wieczór.
  • Co to za miejsce? - zapytał.
  • To mój dom, czuj się jak u siebie. - uśmiechnęłam się.

Wyszliśmy z cmentarza. Szliśmy prostą ścieżką. Zza rogu wyszedł smutny Criss, ubrany cały na czarno, z bukietem czerwonych róż. Szedł z opuszczoną głową patrząc się na chodnik. Gdy podszedł bliżej, uniósł wzrok, róże wypadły mu z rąk i patrzył się na mnie jak by zobaczył ducha.

  • Ty żyjesz?! - krzykną z niedowierzaniem. Z oczu popłynęły mu łzy. - Gdzieś ty była przez te ostatnie dwa lata?

Dwa lata? Gdy to usłyszałam spojrzałam się na Ernesta który był jeszcze bardziej zszokowany niż ja.

  • Jak to... dwa lata? - zapytałam z niedowierzaniem.
  • No dwa lata, James był tak zszokowany po waszym zniknięciu, że chyba chciał popełnić samobójstwo. A tak w ogóle, czemu Alex jest facetem?
  • Jestem Ernest... - powiedział zirytowanym głosem.
  • Na dodatek nie przyznaje się do swojego imienia – powiedział zaskoczony Criss.
  • To nie jest Alex... Nie wiem gdzie ona jest – wyjaśniłam zniżonym tonem.
  • To trzeba by było jej poszukać.
  • Obawiam się, że chyba ją schwytali... - dodał Ernest.
  • Kto? O co tu w ogóle chodzi, kim ty jesteś? - powiedział zdziwiony Criss.
  • Opowiem ci wszystko później, teraz musimy iść do Jamesa – szybko odpowiedziałam i pobiegłam w kierunku domu.

Jak już dobiegliśmy na miejsce, mocno się zdziwiłam. Dom bym strasznie zaniedbany, w ogrodzie praktycznie już nie było żadnych kwiatów. Szybkim ruchem otworzyłam drzwi.

  • James! Wróciłam!- krzyknęłam lecz nikt mi nie odpowiedział.

Weszłam w głąb domu, spojrzałam do kuchni. Zamurowało mnie. Zobaczyłam PIJANEGO Jamesa, siedzącego przy stoliku, wyłożonego na całym blacie ( podobnie jak Kowalski z komixxów) w ręce trzymał flaszkę. Podbiegłam do niego, szarpnęłam go za ramie.

  • James! James! To ja!
  • Ale się naje*ałem, kur*a, aż duchy widzę, nie pije już więcej.
  • Nie jestem duchem!
  • W dodatku gada, ale jajaa.

Odwróciłam się do Ernesta.

  • Wiesz co, dzisiaj się z nim nie dogadamy, musi wytrzeźwieć, pomóż mi go przenieść do sypialni.
  • Nie będę przenosił jakiegoś menela.

Spojrzałam się na niego spode łba.

  • Ok, pomogę ci.

Chwyciłam Jamesa pod pachy, Ernest trzymał go za nogi. Dowlekliśmy go do sypialni.

  • Niech się prześpi, jutro zasypie nas pewnie pytaniami.- powiedziałam z uśmiechem.
  • Spoko, ale jedno pytanie, gdzie mam spać? Bo nie mam zamiaru wracać do tamtego wymiaru.
  • W łóżku Alex.
  • Yy... no dobra.

Poszliśmy do pokoju mojego i mojej siostry. Wskazałam łóżko Alex, był trochę zawiedziony, że musi spać na dolnym piętrze no ale trudno. Gdy już się położyłam, przypomniał mi się tekst Crissa „Gdzieś ty była przez te ostatnie dwa lata?”, nie dawało mi to spokoju. Zastanawiałam się również co z Alex, i bałam się, że dzieje jej się jakaś krzywda.

czwartek, 24 maja 2012

Rozdział 11


  • Co ... co to za miejsce?- zapytała Alex.
  • Nie mam pojęcia, ale... boli mnie głowa, jakoś tak... znajomo – złapałam się za głowę - to taki inny ból lecz jak bym już kiedyś taki miała... Ty też tak masz teraz?
  • Tak – złapała się za głowę, i usiłowała wstać – bolała mnie kiedyś tak samo, ale nie mogę sobie przypomnieć kiedy...

Wstałam z ziemi, zrobiłam krok do przodu lecz po chwili odwróciłam się za siebie. Zobaczyłam ten sam krzyż co na cmentarzu w normalnym świecie, lecz róże były czerwone a kryształ niebieski.

Poszłyśmy przed siebie, dookoła nas pojawiła się gęsta mgła lecz nie stawałyśmy nawet na chwilę. Przekroczyłyśmy ogromną bramę cmentarza. Ukazały mi się przed oczami zniszczone budynki, domy z powybijanymi szybami i zabitymi deskami drzwiami. Było tam pełno ludzi- psów tej samej rasy co Angela. Zza rogu wyjechał samochód z „przyczepą” w której było pełno więźniów, ( tak mi się przynajmniej wydawało, że to więźniowie). Gdy weszłyśmy w głąb miasta, „psy” zaczęły się na nas krzywo patrzeć, i ze szyderczymi uśmiechami szeptały „ocalałe”. Nie miałam pojęcia o co chodzi i byłam przerażona całą tą sytuacją.

  • Ewela... co tu się dzieje? Nie zręcznie się czuje...- i przytuliła mi się do ramienia Alex.
  • Nie wiem, ale coś czuje, że w tym wymiarze nie spotka nas tu nic dobrego.

Słyszałam za nami jakieś kroki, więc przyśpieszyłyśmy.

  • Czarno - czerwone włosy? To muszą być córki Arthura i Ginewrii. ZABRAĆ JE!

Rzuciła się na nas cała banda tej dziwnej rasy. Skrępowali nam ręce sznurem i zaprowadzili do przyczepy z więźniami. Ku mojemu zdziwieniu było tam pełno ludzi z kocimi uszami.

  • Heh, chyba zgarnęli już ostatnich ocalałych, nasza rasa wyginie....- powiedział chłopak który siedział na samym końcu w rogu.
  • Co tutaj się dzieje?- zapytałam podniesionym głosem.
  • Widzę, że nie jesteście stąd, zadbane ciuchy i nieświadome co się dzieje, po co tu przyszłyście?- zapytał.
  • Nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
  • Ok powiem ci, trwa wojna jakbyś nie zauważyła, między psami a kotami. Rasa psów już prawie, że wygrała, zgarniają ostatnich którzy przetrwali, pewnie i tak nas zabiją...

Wojna? Przypomniał mi się obraz z dzieciństwa gdy ojciec Angeli zakazał jej się z nami bawić. Dlatego unikał nas przez te wszystkie lata.

  • Gdzie oni nas zawożą?- spytała Alex.
  • Pewnie do jakiegoś wiezienia, albo do jakiegoś Auszwic czy coś w tym stylu. - powiedział.
  • Nie możemy tak po prostu dać się zabić, musimy uciec... - stwierdziłam i próbowałam rozwiązać sobie ręce.
  • I co zrobisz? Nas jest tylko garstka a ich cała armia.
  • Nie bój się o to, coś się wymyśli, jak na razie musimy stąd uciec. - wstałam i zapaliłam swoje dłonie żeby sznurek się spalił.

Wszyscy spojrzeli na mnie z niedowierzaniem, lecz nie odzywając się, zaczęłam wszystkim uwalniać ręce. Po 5 minutach stopiłam kłódkę, która trzymała drzwi. Po chwili, otworzyły się one na oścież, zaczęłam się zastanawiać czy wszyscy dadzą rade wyskoczyć z jadącego ok. 60 km/h wozu.

  • Wyskakujemy , szybko! - krzyknęłam.

Alex wyskoczyła pierwsza, przewróciła się na ulicy ale po chwili wstała i pomachała gestem, że wszystko jest w porządku. Wszyscy zaczęli wyskakiwać naraz, zostałam tylko ja i ten chłopak. W końcu zobaczyłam jak dokładnie wygląda. Był szczupły i wyższy ode mnie o głowę. Miał czarne włosy z czerwonymi końcówkami i czerwone oczy co najbardziej mnie zdziwiło.

  • Skacz pierwszy. - powiedziałam.
  • Nie, damy mają pierwszeństwo.
  • Damy, nie damy, nie każdemu damy co za różnica, ja chce skoczyć na końcu.

Uśmiechną się. Nagle samochód się zatrzymał a przed drzwiami ukazali się „psi policjanci”. Jeden z nich szarpną nas za ubrania i przyciągną do siebie.

  • GDZIE RESZTA?! - krzykną mi prosto do ucha.
  • Bo ja to wiem – kpiąco odpowiedział chłopak. Policjant rzucił nim o ziemie, wyciągnął pistolet i przystawił mu do głowy.
  • Taki jesteś dowcipniś?
  • Zostaw go – powiedział ten drugi.- Idziecie z nami – dał znak temu drugiemu żeby nas związał . Szliśmy przez ulice do ogromnego budynku wyglądającego jak więzienie. Otworzył drzwi, zobaczyłam plac , gdzie było pełno ludzi naszej rasy w potarganych ubraniach, pracowali. Szliśmy koło tych wszystkich „kotów” do budynku stojącego po prawej stronie placu. Gdy otworzył drzwi zobaczyłam strome schody, popchną nas tak, że przewróciłam się i leciałam w „przepaść” . Gdy już spadłam na sam dół zobaczyłam przed sobą kopalnie, na ścianach paliły się pochodnie.
  • Musimy się jakoś wydostać.- stwierdziłam.
  • No teraz to już nie mam pojęcia jak ty chcesz uciec, na pewno nie drzwiami – powiedział kpiącym głosem.
  • Drzwiami czy nie drzwiami , nie ważne, trzeba stąd wyjść.
  • Może chodźmy wzdłuż korytarza. - wyciągną rękę wskazując drogę przed nami.
  • No dobra... Tak w ogóle, skąd jesteś i jak masz na imię?
  • Urodziłem się już tutaj, mam na imię Ernest a ty?
  • Mów mi Ewela.
  • Hymm moja zaginiona siostra tak miała na imię. - spojrzał na mnie i przyjrzał mi się dokładnie.- mamy nawet podobne włosy i oczy.

Zamurowało mnie, czyżbym o czymś nie wiedziała? Czy James ZNOWU mi czegoś nie powiedział o mojej przeszłości?

  • Ile maiłeś sióstr?
  • Dwie, ale to było tak dawno, że już nie pamiętam jak ta druga miała na imię.

  • Może Alex?
  • Być może, nie pamiętam...

Kolejna moja zagadka, jakby tego było mało na dzień dzisiejszy. Kim jest ten koleś?



wtorek, 8 maja 2012

Rozdział 10


Gdy już skończyłam się uczyć, zeszłam na dół by poćwiczyć. Stanęłam na schodach i przyglądałam się walce Alex z Jamesem, całkiem nieźle jej szło, ale i tak musi się jeszcze wiele nauczyć. Zeszłam ze schodów, wzięłam miecz.
  • Nieźle ci idzie Alex, ale teraz popatrz na mistrzynię – odgarnęłam narcystycznym gestem włosy.
  • Hah nie schlebiaj sobie księżniczko – wskazała mieczykiem w moją stronę – będziesz teraz walczyć ze mną. - szyderczo się uśmiechnęła.
  • Chcesz zginąć? Hah nie ma sprawy – wyciągnęłam miecz w jej stronę.
  • E, dziewczyny, spokój, ledwie co się zobaczyłyście a już chcecie się zabijać, boże... kto was wychował?
Popatrzyłam się z Alex na niego jak na idiotę.
  • Ty.
Westchną i złapał się za głowę.
  • Chyba byłem pijany przez te 12 lat.
Wybuchliśmy śmiechem.
  • Ale przynajmniej maiłeś dobry ubaw przez te 12 lat co nie? - zapytałam.
  • Taa. Było ciekawie.
Uśmiechnęłam się, ale zaraz się uspokoiłam bo spojrzałam się na Alex.
  • To co, siostrzyczko, walczymy? - zapytała się.
  • Z przyjemnością.
Skrzyżowała mieczyki i z rozbiegu wycelowała we mnie, obroniłam się jednym ruchem blokując jej atak. Odepchnęłam ją i skoczyłam, w powietrzu przesłałam manę na miecz, i ognistą falą przewaliłam ją na podłogę.
  • Rozumiem ze walczymy też z maną tak? To się zabawimy- i znowu uśmiechnęła się szyderczo.
Mieczyki napełniły się elektrycznością i skoczyła w moją stronę, odskoczyłam do góry i zrobiłam salto. Tym razem ona skoczyła, chciała zaatakować z góry , lecz przebiegłam na drugą stronę. Niestety udało jej się mnie drasnąć w prawą rękę.
  • Oho i kto tutaj jest lepszy- spojrzała się na mnie narcystycznie.
  • To jeszcze nie koniec walki...
Podniosłam rękę i w miejscu co stała pojawił się ogień. Wyskoczyła z niego, lecz jej końcówki włosów się nieco podpaliły.
  • Haha, a tak dbałaś o te swoje kudły. - zaśmiałam się.
  • ZABIJE!- krzyknęła i pobiegła ze skrzyżowanymi mieczykami w moją stronę. Wymachiwała bronią jak oszalała, lecz ja robiłam tylko kroki do tyłu by uniknąć jej ciosów. Zrobiłam ścianę ognia, żeby podpalić jeszcze jej trochę włosów, ale James chwycił ją za nadgarstek by przestała.
  • Dobra koniec walki, bo faktycznie się pozabijacie. - powiedział spokojnym głosem.
  • Coś krótki ten trening – stwierdziłam.
  • Jak nie nauczycie się ze sobą rozmawiać, to nie będziecie walczyć. Idźcie do pokoju.
Bez słowa wyszłyśmy z sali. Gdy już byłyśmy w pokoju, Alex usiadła na łóżku.
  • Ma racje, nie powinnyśmy być dla siebie takie wredne.- powiedziała ze spuszczoną głową.
  • Wreszcie to do ciebie dotarło, w końcu jesteśmy już dorosłe...
  • Dokładnie, to jak? Zakopujemy topór wojenny? - spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.
  • Oczywiście... siostro. - wyciągnęłam do niej rękę na zgodę, lecz ona wstała i mnie przytuliła.
  • Przepraszam za te moje odzywki, zawsze uważałam, że jesteś ode mnie lepsza... byłam zazdrosna o to, że masz przyjaciół i wszyscy cię lubią... - chyba płakała, bo czułam mokrą plamę na plecach.
  • Przeżywasz, dla chcącego nic trudnego. Nie płacz, chodźmy gdzieś.
  • Spoko
Za oknem widziałam zachodzące słońce. Wzięłam z szafy czarną bluzę z kapturem, Alex wzięła białą. W kieszeni znalazłam 20 zł więc pewnie znowu pokupujemy sobie jakieś słodycze.
Gdy otworzyłam drzwi, do pokoju wleciał znowu świecący motylek.
  • Ciekawe gdzie nas zaprowadzi. - powiedziała Alex.
  • A gdzie może nas zaprowadzić? Pewnie znowu na cmentarz.
  • Racja.
Pobiegłyśmy za światełkiem. Moje przypuszczenie było trafne, biegłyśmy w stronę cmentarza.
Przy naszym krzyżu nikogo nie było. Motyl usiadł na strzale który przebijał czerwony kryształ. Wyciągnęłam rękę i położyłam ją na krysztale. Zaczął świecić, nasze naszyjniki z krzyżykiem zaczęły lewitować a kryształki również się zaświeciły. Motylek ciągle wskazywał strzałę.
  • Może trzeba ją wyciągnąć?- zapytała Alex.
Chwyciłam prawą ręką za strzałę ale nie dało się niestety jej wyciągnąć. Popchnęłam strzałę, i kryształ otworzył się jak drzwi, wylała się krew. Zobaczyłam dziurkę od klucza, więc szybko chwyciłam za naszyjnik z kluczem i włożyłam do zamka. Pasował więc przekręciłam klucz. Pojawiło się światło. Wszystko dookoła zaczęło wirować. Widziałam tylko białą przestrzeń.
Upadłyśmy na ziemie, podniosłam głowę i... zobaczyłam czerwone niebo, ogromny księżyc. Trawa była spalona, drzewa bez liści. Byłyśmy na cmentarzu, ale... w innym świecie. Nie maiłam pojęcia , co to za miejsce...